czwartek, 9 lipca 2015

der König

Wiersz Rainera Marii Rilke. Rzecz jest o pozorach. Jedyny utwór tego poety, który mi się podoba. Chociaż myślę, że obyło by się bez drugiej strofy; niewiele wnosi. Tłumaczenie moje. Nie zachowałam rymów ani liczby sylab; celem była maksymalna ścisłość przekładu.

der König
Der König ist sechzehn Jahre alt.
Sechzehn Jahre und schon der Staat.
Er schaut, wie aus einem Hinterhalt,
vorbei an den Greisen vom Rat

in den Saal hinein und irgendwohin
und fühlt vielleicht nur dies:
an dem schmalen langen harten Kinn
die kalte Kette vom Vlies.

Das Todesurteil vor ihm bleibt
lang ohne Namenszug.
Und sie denken: wie er sich quält.

Sie wüssten, kennten sie ihn genug,
dass er nur langsam bis siebzig zählt
eh er es unterschreibt.


Król

Król ma szesnaście lat.
Szesnaście lat i już kraj.
Patrzy, jak gdyby z zasadzki,
na starców z rady

w sali wewnątrz i gdziekolwiek
i czuje być może tylko to:
na wąskim, długim, twardym podbródku
zimny łańcuch z Runa.

Wyrok śmierci pozostaje przed nim
długo bez podpisu.
A oni myślą: jak on się torturuje.

Wiedzieliby, gdyby go dostatecznie znali,
Że on tylko powoli liczy do siedemdziesięciu
zanim podpisze.

piątek, 3 lipca 2015

Nie mój romantyzm

„Romantyzmów” było (jest?) co najmniej tyle, ile romantyków. Wersja „Byronowska”. „Walterscottowska”. Jenajska. Patriotyczna. Ludowa. Ciemna. Gotycka. Frenetyczna. Orientalna. Mistyczna. Mesjanistyczna. Rewolucyjna. Ironiczna. I poważno-ponura. „Pieśni Osjana” niestety zaliczają się do tej ostatniej kategorii.

Dzieło to, wielka mistyfikacja, odegrało w historii dużą rolę, mimo że wcale nie było przekładem gaelickiego rękopisu pochodzącego z trzeciego wieku, jak utrzymywał Macpherson. Adam Zamoyski: „Osjan otworzył nowe obszary wyobraźni. Odwrócił uwagę od związanego z Morzem Śródziemnym i łaciną świata klasycznego, który zdawał się wykluczać Niemców, i skierował ją ponownie na tonącą w mgłach Północ. Nadał zmysłowy charakter wiatrowi i deszczowi”. Waldemar Łyskiak: „Łgarz Macpherson dokonał wielkiej rzeczy: stworzył apokryf XVIII wieku, fałszerstwo, które uskrzydliło dusze wszystkich Romantyków, i które miało olbrzymi wpływ inicjujący tudzież stymulujący wobec Romantyzmu, bo wzbudzało zainteresowanie Średniowieczem i poezją ludową (dwa ważne atrybuty doktryny romantycznej) i wyzwoliło Niagarę literackich oraz artystycznych działań”. Słowem, bez tej książki nie byłoby sporej części literatury romantycznej, w tym być może „Lilli Wenedy” (a gdyby nawet istniała, to zapewne bez harfiarzy i Derwida, czyli w zupełnie innym kształcie). Nie byłoby niektórych obrazów, m. in. Ingresa i Gerarda. Podejrzewam, że nie byłoby też serialu „Wikingowie”, „Pieśni lodu i ognia”, ani zespołu Omnia (czyli zainteresowania sagami, literatury fantasy ani muzyki celtyckiej). Oto siła jednego apokryfu…

Jak widać, rzeczone dzieło jest historycznie doniosłe. Jednakże podzieliło los wielu bestsellerów z początku dziewiętnastego wieku (np. powieści pani de Stael i pani Sand), czyli nieliczne istniejące egzemplarze (najczęściej wydań sprzed pół wieku) trafiły na półki bibliotek, skąd rzadko ktokolwiek je wyciąga. Po lekturze mogę stwierdzić tylko: i bardzo słusznie. Książkę tę obciążam wyłącznie jednym, lecz poważnym zarzutem: jest koszmarnie nudna. Nie zrozumcie mnie źle: to nie jest uskarżanie się gimnazjalisty, że w Sienkiewiczu czy Orzeszkowej jest „za dużo opisów”. Chodzi o to, że wszystkie postaci są niemal identyczne, kolejne pieśni nierozróżnialne, a każda bohaterka „białopiersia”.

Już jej nie nazwie nikt w pieśni dziewczyną,
Lecz musi nazwać posępnie dziewicą,
A kochanek jej, jak Fingal lub Ryno,
W chmurach skłębionych igra z błyskawicą

Autor ani na chwilę nie porzuca swojego poważno-ponurego tonu. Tej książki się nie czyta – przez nią się brnie jak przez moczary. Proces lektury można by też porównać z błądzeniem we mgle – cały czas identyczna biel przed oczyma, a do celu, czyli ostatniej strony, wciąż daleko. Pozostaje pytanie, jakim cudem mogło się to podobać Goethemu, Mendelssohnowi, Jeffersonowi i Napoleonowi. Cóż, de gustibus…
Anne-Louis Girodet de Roussy-Trioson Apoteoza bohaterów francuskich poległych za ojczyznę (Osjan wita bohaterów francuskich), 1801, Malmaison Château